sobota, 10 września 2011

Zimna sobota

Cześć.
Oj .. już dawno zrezygnowałam ze spania z otwartym oknem. Rano na dworze jest 7 stopni, nie da się wyjść spod ciepłej kołdry. 
Oczywiście sobota zimna i zachmurzona. Miał być spacer na "Chatkę", ale raczej nie ruszę się z domu. Wcisnęłam się w ciepły sweter i chucham w lodowate dłonie. Z herbatką cytrynową w ręku powolutku dochodzę do końca pisania mojej książki. Jestem z siebie dumna. Mam już 90 stron A4. 
Miłego weekendu! ;)


A poniżej dodaję Wam jeszcze zdjęcie z widokiem z okna łazienkowego. Tamte postrzępione pagórki w dali to Tatry. Moje piękne, kochane Tatry.

Robione bardzo wcześnie rano. Trochę niewyraźne, bo musiałam zumować.

piątek, 9 września 2011

Weekend

Witajcie! 
Nastał długo oczekiwany przeze mnie weekend. Nie żebym była niezadowolona z liceum, ale jestem zmęczona po tym tygodniu. Lekcje nie są już tak lajtowe, plecak coraz cięższy, książki coraz większe i lekcji więcej niż się spodziewałam. Pani z polskiego jest bezlitosna i zadaje dużo zadania. Przeżyłam ten tydzień. Najgorsza jest chyba religia, na której zaczęliśmy oglądać "salę samobójców". Okropność. Fuj. Ohyda. Nienawidzę tego filmu. Już po pół godzinie było mi niedobrze. Nie wiem za co zbierał takie pochwały. Twarz tego Dominika będzie mi się śniła po nocach. Blee. Nie mogę o tym myśleć. Pocałunek chłopaków. No gorszej rzeczy sobie nie wyobrażałam.
Wracając do szkoły. Polubiłam moją klasę. Odeszła jedna dziewczyna, więc jest nas teraz 31. Znam już prawie wszystkie po imieniu. Nazwiska opanuję może za kilka tygodni. Mamy w klasie 4 Ole, 4 Asie, 3 Kingi, 2 Anie. Nagromadziło się tego trochę. Cieszę się, że mam koleżankę, z którą codziennie wracam na przystanek. Jest miło i wesoło. Weekend szykuje się niezły, chyba nie będę miała zbiórki, więc sobota wolna i się wyśpię. W niedzielę wielki dzień.
Zabieram się za czytanie Waszych blogów, dość sporo mam do nadrobienia. 
Do zobaczenia! ;*

sobota, 3 września 2011

Wędrowniczka

Witajcie!
Sobota spędzona na łódkach w Międzybrodziu z wędrowniczkami. Moja pierwsza zbiórka harcerska. Od 10.30 - 16.40 na wodzie. Super. Jestem jedyna świeża w drużynie, wszystkie mają kilka, kilkanaście lat stażu za sobą. Czułam się świetnie. Naprawdę, nie spodziewałam się czegoś takiego. Dowiedziałam się o nich bardzo dużo, one o mnie w sumie też. Szykuję się na kolejne zbiórki. Zostałam wędrowniczką.
Ach, jak jedna niedziela (wyświetl notkę) potrafi zmienić życie człowieka ...
Nadrobię komentarze na Waszych blogach jutro, obiecuję. Net mi tak muli, że szkoda gadać ;/
Pozdrawiam i miłego wieczoru ;*
___________
Ach, ze względu na masę nauki, która już powoli zacznie się w następnym tygodniu, będę wchodziła tylko w weekend. Uhu, ale będę miała do czytania po tych kilku dniach nieobecności ;)
Dzisiaj Miśka, wee! Będzie super.
Wczoraj film "Ślubne wojny" - polecam gorąco (Hudson i Hathaway)

piątek, 2 września 2011

Naukę czas zacząć

Za mną pierwsze lekcje. Nie ma co, mój pierwszy dzień nauki w liceum zaczęłam bardzo przyjemnie. Rozpoczął się o 8.55. Miałam tylko 5 lekcji. Pierwsze przysposobienie obronne. Szybko zajęłam miejsce w ostatniej ławce za drzwiami. Usiadł ze mną Władziu. Starsza nauczycielka, sympatycznym głosem tłumaczyła nam o czym będziemy się uczyć. Powiedziała co musiała i dała nam chwilę (20 minut) wolnego. Jedna z dziewczyn zapisywała kto z kim ma szafkę i listę uczniów. Nawet nie wiem jaki mam numerek. Kolejny był WOK. No cóż, nie powiem, że mnie coś takiego specjalnie kręci, ale opowiadała to ciekawie, więc może nie będzie tak źle. Kolejna religia. Ksiądz spóźnił się prawie 10 minut na lekcje. Pospiesznie zrobił znak krzyża, odmówiłyśmy ojcze nasz. Powiedział, że na jego lekcjach raczej mało się robi. Będzie nam mówił o religii z 20 minut albo puści film, a potem mamy czas wolny, który możemy poświecić na przykład na naukę języka polskiego, który mamy zaraz po. Nasza wychowawczyni uczy nas polskiego. Podała nam spis lektur, podczas gdy jeden z rodzynków spisywał listę obecności i nasze dane na jej komputerze. Podała nam swój e-mail i ostrzegła, że nie przyjmie naszego zaproszenia na facebooku, puki nie skończymy nauki w tej szkole. Na koniec geografia. Myślałam, że to najgorsze z rozwiązań. Taki przedmiot na sam koniec dnia. Porażka. Pani całkiem sympatyczna. Podyktowała nam tematy, które będziemy realizowali w pierwszej klasie i zorganizowała "zabawę" przy mapie. Władziu, Agata i Iwona musieli pokazywać na mapie Polski miasta, wyżyny, góry i mieściny. Biedni. Bałam się tylko, że zawoła "Ej dziewczynko, teraz Ty" patrząc na mnie wymownie. Miała szczęście. 
Na przystanek wracałam z jedną z dziewczyn z klasy. Nawet nie wiem jak ma na imię. Gawędziłyśmy o maturze, nauce polskiego i technikach. Oczywiście jak wsiadłam do swojego autobusu, zaczepiło mnie mnóstwo znajomych. Pan M i B. Miło ;) 
Weekend. Cieszę się, w niedzielę do Miśki, a jutro ... Jak się cieszę. Jutro Wam opiszę, o co chodzi. 
Tylko martwi mnie poniedziałek. Wstawanie o 5.00, powrót do domu około 16.00. Aaa!
Pozdrawiam i miłego weekendu ;*


czwartek, 1 września 2011

1-szy dzień szkoły + "Król Lew"

Dzień minął mi nad wyraz przyjemnie, chociaż ze względu na potworny ból brzucha od dnia wczorajszego, ani trochę się na to nie zapowiadało. Rodzice podwieźli mnie pod samą szkołę. Chwała im za to, bo na myśl, że muszę 1km drałować pod górę w szpilkach nie podnosiła mnie na duchu. Stałam przed szkołą i wypatrywałam znajomej twarzy. Pojawiła się Iwona, potem Agata i dołączyłyśmy do grupki dziewczyn z naszej nowej klasy. Aula, na której miało odbyć się uroczyste rozpoczęcie roku dla klas pierwszych jest niewiele większa od sal lekcyjnych. Usiadłam przed chłopakami, których z czterech klas było może ... piętnastu (?). Poza faktem, że za bardzo nie było słychać dyrektorki i recytowanych wierszyków - bardzo pozytywnie. Następnie udaliśmy się do klas. Mam wychowawczynię. Nie umiem ocenić jej wieku. Ale na pewno dużo ma jeszcze do emerytury. Fryzurę ma tak ciekawą, że na pewno nie pomylę jej z żadną inną. Różowo - buraczkowe z czarnymi końcami. W mojej klasie jest 29 dziewczyn i 3 chłopaków. I to jeszcze trzej blondyni. Dwa razy w tygodniu zaczynam na 7.00, dwa razy na 8.00 i w piątek (mój kochany piątek) na 9.00. I prawie codziennie po 8 lekcji. Po zapisaniu planu lekcji, zapisaniu się do grupy z językiem francuskim i obgadaniu ważnych terminów z wychowawczynią udałam się do Sfery gdzie poczekałam na Miśkę, aż skończy swoje rozpoczęcie. Poszłyśmy na film do kina "Król Lew 3D". Nie pamiętam ile razy płakałam, ale na pewno na początku jak wschodzi słońce na sawannie; podczas śmierci Mufasy; na samym końcu, gdzie lwią krainą rządzi Simba. Wspomnienia wracają. Z chusteczką w dłoni z niecierpliwością oglądałam film. Co z tego, że go znam. To jest coś pięknego. Nigdy wcześniej tak bardzo nie wczułam się, tak bardzo nie wzruszyłam. Musiałam dziwnie wyglądać jak wychodziłam z sali kinowej z czerwonymi oczami. Opłacało się. Bardzo. Do teraz w uszach słyszę dźwięk piosenki "Krąg życia". Polecam gorąco.
Mam nadzieję, że Wam też miło minął ten dzień. Musze przyznać, że bardzo się na niego cieszyłam.
Pozdrawiam ;*