Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rumunia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rumunia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 lutego 2019

Ostatni dzień na Erasmusie

Sobota, wielkie pakowanie, skończyła sie rumuńska przygoda na Erasmusie. Oczywiście, nie zawsze było pasjonująco i ciekawie, ale na pewno żałowalibyśmy, gdybyśmy nie pojechali.
Piątkowy wieczór spędziliśmy z naszymi znajomymi kadetami. Dzisiaj pakowanie, ostatnie zdjęcia Sibiu, ostatni pączek i już tylko odliczanie do powrotu do Polski.



wtorek, 5 lutego 2019

Meksykańskie jedzenie

Nasz czas w Rumunii dobiega końca, za kilka dni wracamy, dlatego w weekend postanowiliśmy jeszcze po raz ostatni odwiedzić knajpy z dobrym jedzeniem. Na sobotni obiad wybraliśmy się do meksykańskiej restauracji El Gringo, w której byliśmy raz w grudniu. Tym razem nie poszłam w mięso, bo jem je codziennie. Wybrałam panierowanego dorsza w płatkach kukurydzianych z warzywami z patelni. Konrad miał zestaw mięs i kiełbasy z warzywami (cukinia, papryka, bakłażan). Do tego side - nadziewane boczkiem i serem pieczarki. Prawie pękliśmy, ale wyczyściliśmy talerze do ostatniego okruszka. Po tygodniu wojskowego jedzenia aż chce się zjeść coś sytego, dobrze przyprawionego z warzywami. A mi przede wszystkim chciało się ryby :)







niedziela, 27 stycznia 2019

Paltinis

Za 2 tygodnie o tej porze będziemy siedzieć w autobusie do Polski i uczyć się na nadchodzące kolokwium. Ponieważ zostały nam dwa pełne weekendy w Rumunii, postanowiliśmy pojechać na jakąś krótką wycieczkę poza Sibiu ostatni raz. Wybraliśmy się do Paltinis, czyli kurortu narciarskiego podległego jeszcze pod Sibiu. Kursuje tam kilka razy dziennie autokar, niedrogi i wygodny, więc zmobilizowaliśmy się do podróży. Paltinis znajduje się już w Karpatach Południowych i w sumie składa się z samych stoków narciarskich i miejsc noclegowych. Spodziewaliśmy się bardziej miasteczka z knajpami, ale trudno, przynajmniej pospacerowaliśmy po okolicy. Nie braliśmy pod uwagę nart, ponieważ Konrad nie umie jeździć, ja mam już przerwę kilkuletnią, a ponadto - nie mamy sprzętu i odpowiedniego ubezpieczenia od sportów ekstremalnych. Mimo wszystko, klimat zimowy był cudny, nie było nawet tak zimno. Pomimo braku pełnego słońca, nadal było jasno i przejrzyście, chociaż w dolinie zalegała gęsta mgła. Dobrze było wyrwać się chociaż na chwilę na spacer po lesie, w ciszy. Przypominało mi to bardzo moje Beskidy, za którymi tęsknię. Wysokośc trochę większa, bo znajdowaliśmy się na 1500 m n.p.m., widoków nie było (mgła), ale pooddychaliśmy świeżym powietrzem.








czwartek, 24 stycznia 2019

Przedwczesny tłusty czwartek

Bilety do Polski zamówione, egzaminy w Rumunii i Polsce ustalone, więc wcześniejszy tłusty czwartek był dobrą okazją do zrobienia. Tak cudownie się złożyło, że w naszej ulubionej pączkarni były baby donuty, więc kupiliśmy zestaw 12 i dodatkowo 3 duże. Ja zjadłam jednego dużego i 4 małe, Konrad resztę - 8 baby i 2 duże. Byliśmy tak nabici, że śniadanie następnego dnia ledwie zjadłam :D Ale i tak najpyszniejszy tłusty czwartek w życiu!




wtorek, 8 stycznia 2019

Powrót po przerwie do Rumunii

Powrót do Rumunii był dla nas ciężki. Dla mnie przede wszystkim psychicznie, a dla nas obojga fizycznie.
Już przed wyjazdem denerwowaliśmy się oboma rodzinami, bo śnieg sypał coraz bardziej, zaspy rosły, co wiadomo nie sprzyja na drodze kierowcom. Pociąg był opóźniony o 5 minut, ale mieliśmy spory zapas czasu w Katowicach. Tam wsiedliśmy do FlixBusa do Wiednia. 6h jechaliśmy osobno, bo były takie tłumy w autobusie. Całą drogę oglądałam seriale na telefonie, wcześniej pobrane.
W Wiedniu 3h siedzieliśmy pod wiatą na zimnie. Byliśmy już zmęczeni, a to była dopiero połowa drogi. Wymarzliśmy oczekując na autobus, który był 20 minut jeszcze opóźniony. Ponieważ do Rumunii jechaliśmy tylko my z Wiednia, ponownie jechaliśmy rozdzieleni, ale większość trasy przespaliśmy. Na domiar złego dwoma FlixBusami jechaliśmy bez dostępu do gniazdek z prądem, także mój telefon dojechał na oparach do Sibiu, byle dać znać po podróży mamie, że jesteśmy cali i zdrowi. Przez brak gniazdek, nie mogłam potem oglądać filmów i seriali z telefonu, a miałam ich tak dużo przygotowanych. Do Sibiu dojechaliśmy o 15:00, zanim się rozpakowaliśmy, poszliśmy na obiad i deser, to padliśmy o 22:00 spać i przez 10h spaliśmy jak zabici. Pociesza nas myśl, że jeszcze tylko jedna taka podróż z powrotem do Polski i już nigdy się ona nie powtórzy, bo wymęczyła nas potwornie.

niedziela, 30 grudnia 2018

Gogosh, czyli rumuński donut

Długo zabierałam się za stworzenie tego posta, aż w końcu nadeszła ta chwila. Koniec roku to wykonywanie odkładanych przez wiele dni zadań, tak przynajmniej mam ja. Dzisiaj mam do przedstawienia rumuńskie odkrycie - lokalną pączkarnię, która robi przepiękne i pyszne donuty. W tym poście opiszę każdy, jaki smak i co jest w nim genialnego ;)

Forest fruit - nadzienie z marmolady z owoców leśnych, polane gorzką czekoladą i posypane chrupiącymi wiórkami czekoladowymi. Najlepsze jest połączenie smaków i przełamanie słodkiego gorzkim.

Classic pink - bez nadzienia, polane lukrem zabarwionym na różowo, na wierzchu oreo z różowym kremem i M&Ms. Chyba najlepsze są ciasteczka, oryginalne.

Kinder Bueno - bez nadzienia, polany białą czekoladą, posypane wiórkami z karmelowej czekolady, dodatkowo połowa białego batonika Kinder Bueno oraz polane fantazyjnie ciemną czekoladą. Po prostu jestem fanką Kinder Bueno.


Tiramisu - donut przepołowiony, w połowie przełożony kremem, na górze polewa ciasteczkowa, posypana kawą. Uwielbiam tiramisu pod każdą postacią.

Rafaello - nadziany kremem kokosowym, polany białą czekolada i obficie posypany wiórkami kokosowymi. Idealne dla kogoś, kto lubi czekoladki Rafaello, idealnie kokosowe.

Donut górny - snickers, nadzienie karmelowe, posypka orzechowa w karmelu oraz polewa z mlecznej czekolady. Bardzo słodki. Donut dolny - classic cookie, bez nadzienia, lukier i posypka z pokruszonego ciasteczka oreo.

Kit Kat - bez nadzienia, polewa czekoladowa, kuleczki chrupki, przełamany baton jako ozdoba i fantazyjnie polana biała czekolada. Świetny, bo nie za słodki, nie zamula, a można pochrupać batonik.

Po prostu gogosh, czyli pączek. Bardzo słodki lukier zabarwiony na miętowy kolor, ale nie ma bynajmniej takiego smaku. Na lukrze kinder czekolada i małe pianki marshmallow. To dopiero dobrze się je.

Tutaj coś innego - rumuński tradycyjny deser, czyli smażony donut z nadzieniem z marmolady owocowej. Polewa się go kwaśną śmietaną, dodatkowo sosem z owoców, najczęściej leśnych, jagód, na górze umieszcza się małego pączka z takim samym nadzieniem i posypuje cukrem pudrem. Podaniem przypomina kluski na parze, a smakuje tak nietypowo, że grzech nie spróbować.

Apple pie, czyli po prostu szarlotka. Nadzienie z jabłkami jak z szarlotki, nic więcej. Pyszne!

Twix - nadzienie karmelowe, polewa z mlecznej czekolady, polane karmelem, a na dokładkę jeszcze cały baton Twix. To dopiero jest bomba cukrowa, można się tym nieźle zasłodzić.

Caramel - karmelowe nadzienie, karmelowy sos na donucie, a to wszystko posypane słodkimi orzeszkami. Kolejna bomba karmelowa.

Creme - kremowy donut przełożony masą kremową, o smaku lekko waniliowym. Na górze cukier puder, polany lekko sosem czekoladowym. Jemy to zazwyczaj łyżeczką, bo gryźć się nie da.


Classic milk - donut bez nadzienia po prostu polany polewą z mlecznej czekolady. Nienachalny, smaczny, na lekki deser.

Little Princess - pączek z nadzieniem o smaku szampana, polany białą czekoladą z chrupkami. Za dużo, za mocno czuć alkohol, jakoś nie jest moim faworytem.

Edycja świąteczna - klasyczny donut polany białą czekoladą zabarwioną na czerwony kolor. Mikołajowy styl ;)

środa, 12 grudnia 2018

Blogmas #12

Dzisiaj w końcu śnieg pozostał na ziemi i nie stopniał. Wszędzie biało, ale nie jest bardzo mroźno. Były tylko jedne wykłady z symulacji, po obiedzie standardowo drzemka, a potem poszliśmy do pączkarni. Dostaliśmy od właścicieli domowej roboty nalewki, które mamy zabrać do Polski. W sumie to nie nalewki, tylko bimber podobno. Jasna butelka - rakija, ciemna - wiśniowy trunek. To był cudowny gest ze strony właścicieli, mamy zamiar przywieźć im jakieś polskie słodycze w styczniu ;)
Potem spędziliśmy wieczór ze znajomymi z Erasmusa z drugiej sibijskiej uczelni - Luciana Blaga. Miło minął czas, pożegnaliśmy się przed świętami, bo to było nasze ostatnie wyjście przed wyjazdem.



niedziela, 9 grudnia 2018

Blogmas #9

Oszczędzania ciąg dalszy. A skoro zaoszczędziliśmy na obiedzie, to na deser można było sobie pozwolić. Tadam, oto rumuński tradycyjny deser zwany Papanasi. Podany jak kluski na parze (pampuchy), a tak naprawdę tam na dole pod śmietaną z jagodami kryje się smażony donut nadziany dżemem. Na górze budowli - donut z dżemem przypruszony cukrem pudrem. Kto by zjadł?


piątek, 7 grudnia 2018

Blogmas #7

Dzisiejszego dnia w końcu mogliśmy pospać dłużej, bo wyjątkowo nie mieliśmy żadnych zajęć. Jakoś zleciało do obiadu, zapłaciliśmy już za wszystkie posiłki do wyjazdu na święta, także portfel świeci pustkami i w ten weekend jemy tylko pizzę :)
Poszłam też na jarmark i kupiłam mojej mamie i babci bluzki haftowane, typowe dla Rumunii, które sobie zażyczyły. Ponieważ jest to tradycyjny wyrób, może kupię sobie taką w lutym, jak będziemy opuszczać Rumunię na dobre.



sobota, 1 grudnia 2018

Blogmas #1 i 100 lat zjednoczenia Rumunii

Zaczynam blogmasy, więc dzisiaj pierwszy post. 1 grudnia to święto narodowe w Rumunii, akurat w tym roku świętowali 100 lat od zjednoczenia kraju. Z tej okazji mieliśmy jechać do Alba Iulia, ale było za mało osób do wynajmu busa. W Albie najhuczniej obchodzi się to święto, bo właśnie w tamtym mieście podpisano akt zjednoczenia. Dlatego też odbywała się tam największa parada w kraju. Niestety, nam nie udało się tam dotrzeć, ale w Sibiu również mogliśmy podziwiać przepiękną, barwną i naprawdę liczną paradę militarną. Byli nasi kadeci w strojach z epoki, strażacy, żołnierze, policjanci z psami, żandarmeria, ratownicy medyczni i wiele innych, których mogłam nie rozpoznać. Do tego towarzyszyła nam świetna pogoda, słońce mocno świeciło, dlatego mróz -8 nie był aż tak dokuczliwy. Nawet dostaliśmy małe flagi do wymachiwania podczas pochodu. Bardzo pozytywnie i miło spędziliśmy przedpołudnie ;)





A tam wysoko na niebie - myśliwce









Oficjele, w tym nasz rektor

niedziela, 18 listopada 2018

Jarmark świąteczny w Sibiu

Szczęście dopisuje w tej Rumunii. Wiecie, że jarmark świąteczny w Sibiu jest największym w Rumunii? Ta pompa, wielkość, prawie 100 straganów, mnóstwo jedzenia, co 4 stragan to grzane wino, pachnie miodem, czekoladą i alkoholem. Pośrodku - karuzela, niedaleko Święty Mikołaj, obok lodowisko, kolejka dla dzieci, tor z gokartami. A nad całym rynkiem - kopuła ze światełek. Cudnie!
Jarmark odwiedziliśmy dwa razy - w ciągu dnia i wieczorem. Za pierwszym razem mogliśmy na spokojnie zobaczyć co sprzedawcy mają do zaoferowania, zorientować się gdzie jest jedzenie, grzaniec i rękodzieła, pooglądać jak wygląda to za dnia. Wieczorem z kolei nadciągnęły istne tłumy. W Sibiu obecnie są tłumy turystów z całej Europy, wszystkie hotele i inne noclegi są w pełni zajęte, a na samym jarmarku ciężko jest się gdziekolwiek dopchać. Byle nie wylać grzanego wina na nikogo!
Nie byliśmy jedyni, ale wpadliśmy na pomysł wejścia na wieżę widokową, żeby zobaczyć cały jarmark z góry. Okno mogło być czystsze, dodatkowo odbijające się światła nie sprzyjały robieniu zdjęć w szybie po zmroku, ale coś widać. Jest to w każdym razie ogromne i robi wrażenie.

Kram z ciastami

Miody

Marynaty, popularne do wszystkich dań u nich

Syropy

Sery

Pierniki

Salami regionalne

Naturalne ozdoby świąteczne

Widok z wieży ratuszowej

Iluminacje świetlne na urzędzie miasta




Lukrowane pierniki cz.2 

Bombki

Słodycze c.d.

Zadaszenie nad jarmarkiem ze światełek


Karuzela