Dzień dobry.
Po przyjściu do domu przytuliłam się do mamy i wybuchłam płaczem. To mnie przerasta. Dawno już nie wylewałam łez. Mam okropne wyrzuty sumienia z powodu wielu spraw i jeszcze dodatkowo ta nauka, z którą nie wyrabiam powoli. Pragnę ferii i wielkiego leniuchowania. Pomijając fakt, że spędzę je z Potopem.
Nienawidzę zimy. Nienawidzę śniegu. Nie cierpię jak na moich włosach zbiera się gruba warstwa zimnego i mokrego śniegu, co sprawia, że stają się one wielkim kołtunem.Przez te śniegi spóźniam się na lekcje ... Wolę siedzieć wygodnie na nudnej matmie niż stać w autobusie.
W tym tygodniu sprawdzian za sprawdzianem. Od poniedziałku znowu zaczyna się jazda bez trzymanki. Kolejne testy wiedzy ... o zgrozo! W szkole w ogóle jakoś dziwnie, robię dziecinnie głupie błędy.
Całym swoim malutkim serduszkiem pragnę nadejścia wiosny. Skoro w tym roku zaszczyciła nas swoją obecnością prawdziwa zima, może w odpowiednim czasie zawita kolejna pora roku. Chce zrzucić zimową kurtkę, czapkę i ciężkie trapery. Chciałabym wpuścić do pokoju świeże wiosenne powietrze. Posłuchać śpiewu ptaków i zobaczyć zielone drzewa. Brakuje mi słońca. Zrobię generalne porządki w moim bałaganie w półkach biurka, przerzucę się na sukienki i luźne bluzki i najważniejsze: zmienię swoje nastawienie do świata. Teraz jest taki szary, ponury i nic nie motywuje do dalszego działania. Jak wracam ze szkoły, jedyne na co mam ochotę, to na czekoladę i sen. Ach i najważniejsze, zacznę się rozsądniej odżywiać. Zjedzenie tabliczki czekolady nie działa na mnie najlepiej. Przede wszystkim więcej warzyw i owoców.
Och, się rozpisałam trochę. Musiałam się wyżalić. Pozdrawiam, miłego weekendu. Trzymajcie się.
_________________________________________________
Na wiosnę biorę sie za zmianę scenografii na blogu.


















