Hej!
Wróciłam. Cała, ale nie zdrowa, bo odmarzły mi palce u nóg i strasznie piecze teraz. Poza tym, to pociąg powrotny spóźnił się 110 minut, więc nieźle się naczekałyśmy z babcią i naszymi ciężkimi torbami. Na szczęście, jak już nasz transport się dokulał do stolicy, to był ciepły i znalazłam nawet miejsce siedzące.
Już drugi raz byłam w centrum nauki Kopernik, odbyłam wycieczkę na Pragę do składnicy, odwiedziłam kuzyna na szkolnym kolędowaniu i dawną koleżankę babci. Przy okazji, przeczytałam dwie wspaniałe książki: "Potop" część 1. i "Magia kąsa". Oglądnęłam sporo filmów i wysłałam (za)dużo SMS-ów. Jednym słowem - było fajnie, chociaż nie zwiedziłam stadionu i nie poszłam na spacer do Łazienek.
Po moim wyjeździe w niedzielę, rodzice uśpili Kajo ... Był ból, wielki ból, ale byłam na to przygotowana, bo przez ostatnie dni swojego życia trzymaliśmy go w domu. Chorował. Miał coś z jelitami, trudności w oddychaniu, nie chciał jeść i wymiotował nawet wypitą wodę. Miał też swoje lata: 12. Ciągle mam przed oczami jego smutny wzrok ...
Zdjęcia ze stolicy za kilka dni. Póki co: Kajo.
Zerknę na Wasze blogi za jakiś czas. Na razie oglądam "Turystę".