środa, 15 stycznia 2014

Mimo, że ostatnio pod względem samopoczucia nadeszły ciężkie dni i sporo się wypłakałam, humor w końcu poprawiła mi moja średnia, która jak na 3 klasę jest zadowalająca. Zawsze mam cel, żeby nie spaść poniżej 4.0. Udało się i teraz, chociaż do ostatniej chwili w to nie wierzyłam.
Aktualnie powtarzam słówka z angielskiego na jutrzejszy sprawdzian, wieczorem chcę coś upiec, mama proponuje murzynka.
Już w poniedziałek zaczynają mi się ferie. Planów dużo, ale przede wszystkim dominuje nauka. Mimo to, mam zamiar połączyć przyjemne z pożytecznym i wybrać się w drugim tygodniu do Krakowa. Pierwszy będę skakać, część w domu, część ze znajomymi, np. sesja u Adell i poker.
W ten weekend miałam studniówkę. I cieszę się, że już po. Z wiadomych powodów nie jestem zadowolona aż tak, ale miło było popatrzeć na tańczące pary i czasami wyjść na parkiet na wolny taniec.
110 dni

środa, 8 stycznia 2014

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Titanic

Ostatnio mam filmowe dni. Nadrobiłam nawet trochę odcinków Sherlocka (z Benedictem i Martinem). Trzy ostatnie, są zrealizowane w postaci opowiadania go przez świadka, uczestnika wydarzenia, co tworzy bardziej opowieść, niż film. Tak więc filmem nr 3 jest "Titanic".

Tak wiem, jak mogłam go nie oglądać. Bulwersuję czytelników.
W sumie nie wiem, czy jest sens opisywać go, bo jest on wszystkim doskonale znany. Być może są istoty na tym świecie, które, tak jak ja do dzisiaj, nie oglądały tego klasyka, lecz tragedia statku i fabuła jest wszystkim doskonale znana. Chyba, że żyłeś bez telewizora i gazet przez całe życie ;)
Opowieść o wielkiej miłości i poświęceniu. Bla, bla, bla. I tak nie lubię Leonarda DiCaprio. Pogwałcenie praw fizyki i różne inne rzeczy. Gdybym miała oceniać, dałabym 5/10, bo nie uroniłam ani jednej łzy, a podobno taki wyciskacz. 3 godziny oglądania, 1,5 godziny tonięcia w lodowatej wodzie. Zrobiłam sobie w tym czasie zadanie z angielskiego słuchając lektora i co chwila zerkając na przebieg wydarzeń.
Dobrze, nie jestem aż tak nieczuła na cierpienie innych (aż), więc przyznam, że wzruszające to było, a druzgocący był widok zamarzniętych kobiet tulących do piersi zimne jak lód niemowlęta. Jednak nie powalił.

niedziela, 5 stycznia 2014

Button i Jeździec

Bardzo chcę coś tu napisać, ale żeby nie zanudzać moimi nieistotnymi zwierzeniami, opiszę może dwa, ostatnio oglądnięte filmy (a dokładnie wczoraj i dziś). Pierwszy opisywany oglądany w nocy, drugi dzisiaj z rodzicami, dla relaksu i rodzinnej atmosfery.



Może na początek jakiś przygnębiający, wyciskający łzy film, czyli "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona" z Bradem Pittem i Kate Blanchett w rolach głównych. Raczej większość słyszała, część oglądała. Podczas porodu umiera kobieta, dziecko przez nią urodzone jest stare, zdesperowany ojciec chce je zabić, ale w końcu zostawia je przed domem spokojnej starości, gdzie malec dorasta. Z każdym dniem staje się coraz młodszy, aż w końcu po osiągnięciu 18 lat wyrusza w świat w poszukiwaniu drogi życia. Poznaje ludzi, przeżywa najróżniejsze przygody i doznaje wielu, nieznanych wcześniej uczuć.
Film ewidentnie o przemijaniu i śmierci, ponieważ mimo iż zyskiwał pożądaną przez wszystkich młodość, tracił bliskie osoby i mijał się z nimi z powodu zachwianego zegara biologicznego. Niemożność zakochania się i zdobycia przyjaciół oraz wieczna samotność. Jak widać, lepiej żyć według naturalnej kolei istnienia. Ludzie powinni bardziej doceniać to, co mają.


Aby zmienić nastrój z melancholijnego i refleksyjnego, przeskakujemy do komediowego westernu jakim jest "Jeździec znikąd" z Johnnym Deppem i Armiem Hammerem, którego kojarzyć można z bajkowego filmu "Królewna Śnieżka", w którym grał księcia. Typowy western z Indianami, szeryfami i złymi farmerami. Motyw przewodni: góry srebra i powstanie pociągu, mającego połączyć cały świat siecią torów. A zdanie, a właściwie pytanie, najczęściej padające: " Po co ci ta maska?". Powiem tak ... jeśli przez cały film gram na telefonie i kręcę się niespokojnie, oznacza to, że nie jest zbyt wciągający. Aktora w masce niespecjalnie lubię, a Johnny Depp gra w każdej komedii bądź przygodówce tak samo - robi z siebie idiotę i ucieka jak paralityk. Czyli jak w Piratach. Być może zainteresuje on kogoś, kto jest wielkim fanem pary Depp - Carter. Ogólnie nie lubię filmów, od których głowa boli i huczy, bo nieustannie strzelają z rewolwerów, a ludzie padają jak domino. Jednak jest to coś innego, dla osób o stalowych nerwach dobry, chociażby warto oglądnąć dla humorystycznych dialogów. Mimo wszystko, dubbing mogli sobie oszczędzić. Zawsze dobrze jest posłuchać prawdziwych głosów aktorów.

Moja rekomendacja: Button, zdecydowanie.
Na koniec zostawiam Was z Ga-Ga Zielone Żabki, ciekawe i intrygujące brzmienie ;)
Pozdrawiam i życzę udanego wolnego poniedziałku ^^


środa, 1 stycznia 2014

2014

Rozpoczęłam Nowy Rok wylegiwaniem się do późnej pory z Pawłem i naszymi znajomymi. Byliśmy na harcerskim sylwestrze organizowanym w Krakowie niedaleko rynku, więc nie omieszkaliśmy się tam pójść o północy, czego pożałowaliśmy. Petardy pod nogami, oblanie szampanem i mnóstwo stłuczonych butelek na ziemi. Pierwszy i ostatni raz.
Ten rok zapowiada się naprawdę ciekawy. Za kilka dni idę na studniówkę, potem matura, następnie najdłuższe wakacje w życiu i studia. Nie, żebym marzyła o wyprowadzce z domu, ponieważ jest mi w nim dobrze. Wolności też mi nie brakuje, tylko chciałabym nabrać odpowiedzialności. Nie mogę się też doczekać samego Krakowa, mam do niego szczególną słabość ;)