środa, 9 lipca 2014

Praca

Utwierdziłam się w przekonaniu, że najlepiej czuję się w biurze jeżeli chodzi o pracę. Jeszcze wczoraj byłam w magazynie z chłopakami i dźwigałam pudła. Dzisiaj pospałam aż godzinę dłużej i wyruszyłam do biura. Czekało na mnie przenoszenie papierów i dokumentów z jednego pokoju do drugiego - nowej siedziby szefowej. Potem spis umów, faktur i innych tego typu w segregatorach. Cały dzień siedziałam sama w przestronnym pomieszczeniu, otoczona pudłami, regałami, artykułami biurowymi. Czułam się jak w swoim żywiole ;)
Wiecie ... jutro o 12.00 będzie bardzo ważny moment w moim życiu, który zadecyduje po części o mojej przyszłości. Ciekawe, czy będę spała tej nocy.
Trzymajcie się! Ładnej pogody życzę na wypadach wakacyjnych ;)

poniedziałek, 7 lipca 2014

Kraków z papierami

Papiery złożone. Teraz tylko oczekiwać na wyniki w czwartek i poniedziałek. W Krakowie żar się lał z nieba, bezchmurne niebo, zero wiatru. Łudziłyśmy się, że od Wisły będzie ciągnęło i temperatura będzie trochę mniejsza. Guzik z pętelką.
Obwarzanki obowiązkowo zaliczone, tak samo spacer po rynku oraz leżenie w cieniu pod zamkiem. 6h podróży, w sumie, bardzo nas wymęczyło, tym bardziej przy zupełnym braku klimatyzacji.
Zdjęcia są, co to za wypad bez zdjęć. I co to za zdjęcia z Krakowa bez Wawelu.
Trzymajcie się! I tak właściwie kciuki za mnie też by się przydało ;)




niedziela, 6 lipca 2014

Niedzielny multitask

Hej!
Przegryzając kabanosy, patrzyłam jednym okiem na film "Życie Pi", a drugim na różne metody DIY. Postanowiłam, że zebrane najciekawsze pomysły pokażę Wam w miniaturce. Zapraszam do przeglądnięcia strony: samouczek.info. Ja leżę w łóżku, bo organizm cały dzień sobie ze mnie drwi, a Kropka zajęła moje krzesło przy biurku. Już prawie jechałam do Bielska, ale jednak coś wypadło drugiej stronie. 
Żyję jutrzejszym Krakowem. Może nawet pójdę spać wcześniej.
Trzymajcie się, paa ;)




sobota, 5 lipca 2014

Sobota, czyli gadanie o wszystkim i o niczym

I znowu spędzam sobotę sama. Ostatnio za każdym razem, kiedy mam wolny dom, bo rodzice gdzieś jadą, wszyscy są zajęci i mają plany. A ja? Pozałatwiałam wszystkie sprawy, które od pewnego czasu ciągle czekały na moje zmiłowanie. Przybyło mi sporo ebooków, które spisałam w osobnym notatniku jako "do przeczytania". Nagrałam 4 albumy muzyczne na płyty i w końcu mogę je sobie puszczać na wieży. Przemalowałam przybornik na biurko, który wcześniej był zwykłą puszką po kawie i przyozdobiłam taśmą washi (tak, 5 kolorów, mój nowy nabytek tasiemek!). Zrobiłam porządki w rzeczach szkolnych. To takie piękne, jeśli wiesz, że już nigdy nie będziesz siedzieć przy swoim biurku i robić zadania domowe
No właśnie, w czwartek poznam pierwsze wyniki rekrutacji na studia. Niby patrząc na staniny z tego roku, to mam bardzo wysokie i wysokie wyniki, ale kto wie. Może akurat na mój kierunek pójdą sami olimpijczycy i laureaci?
Awansowałam, od wtorku idę do biura. Na 2 tygodnie, bo potem wyjazd z Karkonosze. A w poniedziałek - Kraków z Misią i Elą. Papiery same się nie dostarczą, a ponieważ szef się zgodził, to pędzę.
Dzisiaj ciepło, duszno, przelotne deszcze, więc paraduję po domu w bluzce bez pleców. W końcu mogę i nikt nie będzie krzywo patrzył. Baleron - brak. Bojler podobnie. Kilka dni temu miałam zacząć trening z Chodakowską na nogi. Zgadnijcie jak mi idzie. Nie idzie.
Marzy mi się sesja z Misią. Marzy mi się wypad na wakacje. Marzą mi się zakupy. Marzy mi się opalanie. Marzą mi się czereśnie, które zjadły szpaki. Marzy mi się przytulanie i leżenie. Marzy mi się przemeblowanie w pokoju chociaż dwóch rzeczy, mimo, że nie ma to sensu. Tak wiele marzeń, taki zupełny brak możliwości spełnienia ich.
Dziękuję, że ktoś (chyba?) to czyta. Zostawiam Was z Rybakiem (moja dawna, niespełniona miłość), za którym ostatnio szaleję, zwłaszcza, że to piosenka do HTTYD 2 ;) I zdjęcie przybornika po przeróbce, inteligentnie nie zrobiłam zdjęcia przed, bo po co :D
Pozdrawiam, trzymajcie się, udanych wakacji!


 

czwartek, 3 lipca 2014

Punktualność

Jak wiele osób w XXI wieku nie ma czasu, wiecznie się spóźnia, wymiguje się od spotkań i ma czas w nosie, tym bardziej innych osób. Owszem, nie zaprzeczę, migam się od niektórych spotkań, bo jestem takim typem człowieka, że muszę naprawdę bardzo chcieć, żeby spotkać się z kimś nie z własnej woli.
Ale najbardziej dostrzegam ostatnio to, że wszyscy się spóźniają. Zazwyczaj jest tak, że to ja muszę dojechać do centrum miasta, a i tak zawsze czekam na kogoś przynajmniej 10 minut, mimo, że on mieszka dużo bliżej niż ja od centrum.
Jestem też typem człowieka, który boi się spóźnień, najczęściej wolę przyjechać wcześniej, poczekać z książką w ręku, niż "na styk".
Prawie zawsze spóźnienia ciągną za sobą wiele konsekwencji, niemiłych skutków. Na przykład moje poranne jeżdżenie do pracy. Jestem po domem kolegi punktualnie. Zanim on otworzy bramę, wyjedzie, z powrotem zamknie, już mijają 2 minuty. Potem dom drugiego kolegi. Czekanie na niego, wysyłanie sms. 3 minuty. Trzeci z domów - czekanie 7 minut na spóźnialskiego. Okaże się, że przy wyjeździe z obrzeży jest mały korek, światła. Jesteśmy w pracy na 7.00. Są kamery i czujny szef, więc nici z kawy i poziewania, powyciągania śpiochów z oczu.
I co? Albo ktoś się spóźnia. Dzisiejsze spotkanie z panią od ubezpieczenia. Koleżanka nie dojechała na czas, wszystko automatycznie odwlekło się w czasie. Potem musiałam sterczeć na przystanku bardzo długo, ponieważ spóźniłam się na autobus .. 4 minuty!
Przez to wieczne spóźnianie się ludzi, zawsze cierpi ten, kto jest punktualny. I coraz bardziej wkurzam się z tego powodu.
To był dzisiaj mój psuj humoru numer 1.