Poniżej obóz rowerowy w 2012 roku. Był to mój pierwszy obóz harcerski i to dopiero była szkoła życia. Spędziłam dwa tygodnie na siodełku rowerowym, przejechałam 500 kilometrów, a jako starsze harcerki miałyśmy sporą grupę młodych harcerek pod opieką. Musiałam opiekować się kilkoma dziewczynkami, uważać, żeby nie wjeżdżały pod koła samochodów, motywować do pedałowania pod górkę, mimo, że sama nie dawałam rady. Sił brakowało codziennie coraz bardziej, bo woziłyśmy na rowerach sakwy zapakowane po same brzegi, a na zmiany także ciężkie namioty, przytroczone do bagażników. Pogoda nas nie rozpieszczała, bo prawie codziennie łapała nas burza w drodze, chowałyśmy się przed ulewami w szopach, na przystankach, musiałyśmy rozbijać obozy w deszczu. Nic nie schnęło, bo nie miało kiedy, tyłki bolały, nogi, nie było super łazienek do umycia się, tylko takie campingowe. Czasami spałyśmy na podwórkach jakiś gospodarstw, raz w hangarze pomiędzy łódkami, a raz na strychu kaplicy. Mimo wszystko wspominam ten obóz dobrze, bardzo się zżyłyśmy z dziewczynami, bo łączyły nas wspólne problemy i bóle.
piątek, 4 września 2020
czwartek, 3 września 2020
10 zdjęć z podróży #5
W 2009 roku pojechałam na pierwszy obóz, na którym byłam z przyjaciółką z podstawówki. Na zdjęciu widać moje mizerne próby zrobienia czegoś z odrastającą grzywką. Był to super obóz, bo zapewniali nam mnóstwo ciekawych rozrywek - zorbing, strzelanie z wiatrówki, paintball, parki linowe, parki wodne, ścianki wspinaczkowe. Poznałam dużo osób z całej Polski, było to pierwsze zderzenie z tak dużą grupą obcych ludzi, z którymi musiałam spędzać całe dnie. Asertywności kompletny brak, stylu i gustu też, jak widać, ale przygody były świetne.
środa, 2 września 2020
10 zdjęć z podróży #4
2008 rok i Francja. Pamiętam, że były to pierwsze wakacje objazdowe z rodzicami, z czego połowę prawie 3 tygodniowego wyjazdu spędziliśmy pod namiotami. Jechaliśmy praktycznie dookoła Francji, zwiedzając po drodze mnóstwo pięknych miejsc. Spaliśmy pod namiotami bez względu na pogodę, więc bywało mokro, zimno, ale i gorąco. Po spaniu cały czas obok brata tyle czasu mieliśmy się dość i potem często kłóciliśmy. Nauczyłam się wytrwałości, życia w gorszych warunkach do spania. Tyłek bolał od siedzenia w aucie, plecy od szyszek pod namiotem, ale super wspominam tamte wakacje.
wtorek, 1 września 2020
10 zdjęć z podróży #3
Zielona szkoła w 2007 roku była moim pierwszym wyjazdem bez rodziców, dziadków. Jak widać na zdjęciu, radziłam sobie całkiem nieźle, nikt mi nie podskoczył na wyjeździe. Zielona szkoła odbyła się w Sarbinowie nad morzem, miałam super klasę, cudowne nauczycielki. Zżyłam się z klasą, szkoda było rok później iść do gimnazjum.
Na Zielonej szkole musiałam być samodzielna, odpowiedzialna. Nawet fryzurę umiałam sobie zrobić, no no.

