piątek, 19 października 2018

Zoo w Sibiu

Zoo w Sibiu, jak pisałam w poprzednim poście, jest najstarszym zoo w tym regionie Europy. Może nie jest największe, ponieważ ma jakieś 30 gatunków zwierząt, ale za to ma kilka niezwykłych okazów - białego tygrysa, białego bizona i białego wilka. Czyżby wszystko białe było unikatowe?

Zoo znajduje się trochę poza centrum, szliśmy na piechotę 4km w jedną stronę. Wybraliśmy na zwiedzanie niedzielę, byliśmy jednymi z pierwszych gości, ale potem były istne tłumy. Mnóstwo rodzin z dziećmi. Zoo znajduje się w takim jakby lesie, wielkim  parku, więc wstęp za 3 leje dla dorosłego, a 1 dla dziecka, to super cena, żeby pospacerować, pooglądać zwierzęta, zjeść watę cukrową. Ponadto, obok zoo jest Muzeum Astra, czyli rumuński Biskupin - wielki skansen ze starymi domkami sprzed wieków. Zostawiliśmy sobie zwiedzanie skansenu na zimę ;)

Jedną z atrakcji zoo, poza zwierzętami, był staw, po którym można było pływać rowerkiem wodnym lub łódką z wiosłami. Skorzystaliśmy, bo nadal pamiętam, jak chciało mi się rowerków wodnych w Anglii, ale na Tamizie nie mieli :D 










poniedziałek, 15 października 2018

Sibiu - o mieście

Po dwóch tygodniach w Rumunii warto napisać coś o samym Sibiu, w którym spędzimy następne 4 miesiące.
Sibiu zwane jest również Hermannstadtem, ze względu na dużo naleciałości niemieckich z okresu początku XX wieku. Leży w środkowej Rumunii w regionie zwanym Transylwanią, którego jest stolicą, nad rzeką Cibin. Niedaleko, widoczne nawet z okien naszej akademii, znajdują się góry, których wysokość równa jest mniej więcej naszym Tatrom, najwyższy szczyt ma 50m więcej niż Rysy. Góry są bardzo skaliste, ostre, wydają się być mało zalesione.
Miasto zamieszkuje około 150 000 mieszkańców, zajmuje powierzchnię 121 km2, a tablice rejestracyjne aut zaczynają się na SB, czyli tak samo jak w moim rodzinnym mieście, Bielsku-Białej :D
W 2007 roku Sibiu, wraz z Luksemburgiem, dzierżyło miano Europejskiej Stolicy Kultury, ze względu na zachowaną oryginalnie i odrestaurowaną starówkę. W przyszłym roku ma być Europejską Stolicą Gastronomii. 
Można powiedzieć, że Sibiu jest miastem pierwszych razów a tej części Europy. To w Sibiu powstał pierwszy szpital, biblioteka, szkoła, apteka, księgarnia, teatr, muzeum, żelazny most, psychiatryk, bank narodowy, browar, zoo, kino pod chmurką. Co więcej, pierwsza drukowana prasa została poświadczona w Sibiu, pierwsza encyklopedia w Rumunii została opublikowana w Sibiu, pierwsze muzeum historii naturalnej również znajduje się w tym mieście. Sibiu było pierwszym miastem z publicznym oświetleniem zasilanym energią elektryczną i w tym mieście właśnie zaczęły działać pierwsze elektryczne środki transportu. oświetlanym energią elektryczną.
Jak widać, dosyć sporo mają tych debiutów. Ponadto, Sibiu to miasto wielu religii. Maja tutaj Katedrę Ortodoksyjną, Kościoły Ewangelickie, Kościoły Rzymskokatolickie, Greckokatolickie, kościół Zreformowany i Synangogę.
W Sibiu odbywa się wiele festiwali. Na razie trafiliśmy na festiwal wina, muzyki cygańskiej, obchody 100-lecia zjednoczenia, a czeka nas jeszcze święto wojska, jarmark świąteczny, festiwal owoców morza. Z tego co czytałam, mają też festiwale teatru, folklorystyczne.
Czeka nas tu sporo przygód i mam nadzieję, że poznamy piękne zakątki tego kraju.


Tzw. dolne miasto, mieszkalne centrum bardziej

Tutaj praktycznie wszędzie sprzedają watę, popcorn i ciepłą kukurydzę

Na terenie akademii nie można robić zdjęć, dlatego mamy zdjęcie sprzed

Widok z Mostu Kłamców na część mieszkalną

Widok z Mostu Kłamców na starówkę

Rynek główny, rozkładane sceny i wieżyczki na obchody 100-lecia

Muzeum Historii


Gogosh, czyli pączek po rumuńsku

Widok z murów miasta na góry w tle



Park miejski




Pod Ratuszem

Starówka

Mały Rynek i festiwal muzyki cygańskiej


poniedziałek, 8 października 2018

Festiwal wina Sibiu 2018

Poza wspominanymi w poprzednim poście obchodami narodowymi w weekend, odbywał się w Sibiu także festiwal wina.
Jedna z ulic przy murze dookoła starego miasta zagospodarowana została budkami drewnianymi, w której stacjonowali różni krajowi producenci wina. Można było kupić wino z całego kraju, z każdego regionu. Na wstępie można było kupić w osobnej budce kieliszek do wina, a potem chodziło się z nim od straganu do straganu i kupowało kolejne kieliszki do degustacji. W sobotę wypiliśmy wspólnie 4 kieliszki, w niedzielę już nie liczyliśmy, ale również na pół, to nie wpłynęło to na nas tak mocno. Drugiego dnia pozwoliliśmy sobie na obiad na terenie festiwalu wina. Oferowano wołowinę z grilla, pieczone warzywa, łososia, małże w sosie czosnkowym. Ja wybrałam mule, Konrad mięso. Do wina było idealne. Ponadto, przy jednym stoisku można było napić się świeżo wyciskanego soku z winogron. Nie sądziłam, że będzie taki słodki! Takiego smaku nie da się zapomnieć ;)

Jem mule, jak widać bardzo zadowolona











niedziela, 7 października 2018

Parada militarna

Tydzień temu dopiero kładliśmy się do łóżka, pierwszy raz na obcej ziemi, kiedy zaczynała się nasza erasmusowa przygoda. Tydzień minął szybko. W poniedziałek była inauguracja roku, potem codziennie jakieś 1-2 zajęcia na uczelni, codziennie z innym plutonem.
Wszyscy są bardzo mili. Kadeci tłumaczą nam zajęcia, pokazują sale, oprowadzają po mieście, udzielają wskazówek. Wszyscy przyjmują nas bardzo życzliwie.
W weekend obchodzono państwowe święto 100-lecia zjednoczenia Rumunii, z tej okazji na rynku głównym miasta odbyła się parada wojskowa z udziałem naszych kadetów w mundurach z tamtej epoki. Ponadto, w dalszych przemarszach uczestniczyli reprezentanci regionów Rumunii (przynajmniej tak mi się wydaje) w strojach ludowych. Piękny pokaz, kolorowo, barwnie muzycznie. Ciekawe doświadczenie. Mieliśmy niezwykłe szczęście, bo nie dość, że to nasz pierwszy tydzień w Rumunii i od razu takie uroczystości, to jeszcze przyszliśmy wcześniej i mieliśmy miejsce w pierwszym rzędzie z najlepszym widokiem.
Jak widać po zdjęciach, parada trochę trwała - zmieniające się światło. Po zmroku zdjęcia się trochę rozmazywały, ale i tak coś widać ;)





poniedziałek, 1 października 2018

Zaczynamy przygodę w Rumunii

Dotarliśmy do Rumunii i przetrwaliśmy już 2 dni w obcym kraju. Jakoś nadal nie dociera do mnie, że będę tak długo i tak daleko od domu.
Podróż była długa i męcząca, bo trwała 20 godzin. Nadal zastanawiamy się czy lecieć samolotem do Polski na święta, żeby chociaż trochę skrócić podróż, ale także bardzo uszczuplić portfel. Z Ostrawy do Wiednia, tam 3 godziny czekania na dworcu i z Wiednia do Sibiu następne 12 godzin. Nogi miałam napuchnięte niemiłosiernie, plecy bolały i byłam w ogóle zmięta. Na szczęście w miarę dostaliśmy się do akademii, przyjęli nas i zaprowadzili po pokoju. Szybkie rozpakowanie, prysznic i poszliśmy spać od razu na 3 godziny. Jakie to było cudowne, nic tak nie cieszy jak płaska powierzchnia do spania!
Pozytywnie zaskoczył nas standard pokoi, ponieważ mają dużą powierzchnię, prywatną łazienkę i lodówkę. To naprawdę luksus jak na akademiki dla wojskowych, w których spodziewałam się ciemnych klitek i wspólnych pryszniców z kurtynami.
Powoli poznajemy okolicę, wojskowi oprowadzili nas dzisiaj po kompleksie, pokazali najlepsze knajpy w mieście, gdzie można zjeść dobrze i za rozsądną cenę. Okazuje się, że mimo studiów cywilnych, musimy przestrzegać wielu zasad, jakie obowiązują wojskowych, pomimo tego, iż jesteśmy JEDYNYMI cywilnymi studentami w całej akademii. Przerażające, prawda? Z jednej strony szkoda, że nie poznamy innych, jedynie wojskowych, jeśli będą w ogóle chętni do nawiązania kontaktów z nami. Ale z drugiej strony, nasi opiekunowie/koordynatorzy będą się nami opiekować i będziemy mieć najpewniej sporo programów indywidualnych.
Na razie się oswajamy, zobaczymy jak przeżyjemy nadchodzący tydzień. Chcemy trochę pozwiedzać, uzyskać przepustki na weekendy poza akademią i poznawać rumuńską kulturę. Wiadomo, język przeraża, bo pochodzi z grupy romańskich, które zawsze były dla mnie zagadką. Rumuński brzmi jak biedny francuski, mniej melodyjny, trochę wschodni. To chyba dla mnie największy problem i dyskomfort, ponieważ czuję się nieswojo i obco nie rozumiejąc ludzi dookoła. Uczymy się podstaw, ponieważ są sytuacje, kiedy nie ma szans na dogadanie się z lokalną ludnością po angielsku. No cóż...
Na zdjęciu mała i skromna panorama Sibiu. na początku pogoda nie dopisywała, więc nie robiliśmy zdjęć Rynku i okolic. Poniżej studenci z naszej akademii marszem na uroczystą inaugurację roku akademickiego w centrum miasta.