sobota, 10 marca 2018

Kolejne pytania na poznanie się

Może jeszcze ktoś pamięta, że robiłam takie coś, jak pytania na poznanie się. Więc leci kolejna dziesiątka pytań, już czwarta jeśli mnie pamięć nie myli.

Jaki jest twój ulubiony sposób tracenia czasu?
Zdecydowanie oglądanie seriali i filmów. To mnie najbardziej relaksuje, posłucham angielskiego, czasami nawet oglądam bez napisów. Jak się wkręcę w jakiegoś aktora, serię, serial lub gatunek,  to już nie tak łatwo mnie z niego wyciągnąć. 

Czy masz jakieś zwierzę? Skąd się u ciebie wzięło? 

W domu rodzinnym od 6 lat mieszka u nas pies, owczarek niemiecki długowłosy - Charon. Na początku 2012 roku pożegnaliśmy naszego poprzedniego psa, również owczarka niemieckiego. Kajo miał 11 lat, odszedł z powodu choroby. Charon trafił do nas w lipcu tego samego roku, zakupiony w hodowli w Milówce. Była to piękna kulka. Radości było wiele, tak samo jak i kłopotów, bo był, w sumie nadal jest, bardzo dominujący i z początku nie do ogarnięcia. Ale poszedł do psiego przedszkola i się uspokoił :) Teraz mały  potwór biega po ogrodzie i straszy ludzi. Robi wrażenie groźnego, ale jaki jest majestatyczny!
Wiele osób go chwali i podziwia, ale jednak nie ma odważnego do pogłaskania. Zawsze wolałam duże psy, tak zostałam wychowana. Był kiedyś bokser, potem hart afgański, a teraz dwie rasy to owczarki niemieckie.
I ma boskie imię, dosłownie ;)





Mamy jeszcze kotkę - Kropkę. Mały futrzak jest z nami od 2008 roku, więc w tym roku ma 10 lat. Jest to najbardziej pospolity dachowiec, który znalazł się u nas bardzo przypadkowo. Pewnie kiedyś opisywałam historię kota, ale nie chce mi się grzebać w archiwum.
Pewnego razu, jesienią, zbieraliśmy z bratem orzechy włoskie u prababci w ogrodzie. Dla żartów zaczęliśmy naśladować miuczenie kota i jakieś maleństwo też zaczęło miauczeć. Miauczeliśmy cały czas i podążaliśmy za źródłem głosu. Doprowadziło nas to do miesięcznego kotka, który leżał w potoku za płotem. Była malutka, mieściła się w dwóch dłoniach. Cała mokra, piękna, skradła nam serce. Mieliśmy niełatwe zadanie - przekonanie mamy na kota, która ich wtedy nie lubiła. Na szczęście udało się przekonać tatę, który od razu się w niej zakochał. Tak oto mała trafiła do nas i teraz mama nie wyobraża sobie bez niej życia :)
 
Bez jakiej rzeczy nie wyobrażasz sobie życia? 
Powiedziałabym, że bez przytulania, bo jestem osobą, która potrzebuje wiele bliskości. Ale nie można powiedzieć, że jest to rzecz, więc napiszę prosto - bez słodyczy. No cóż, muszę przyznać, że nie jestem zbyt silną kobietą, lubię słodkości, chociaż ostatnio jem ich mniej ;) Ale cukier! Wiem, biała śmierć, ale tak samo jak wszystko inne. Póki mam dobrą figurę i żadnych problemów ze zdrowiem, cerą, mogę sobie pozwalać na słodycze. Plus poprawiają samopoczucie, prawda?

Czy miałeś kiedyś okazję przemawiać przed dużą publicznością? Jakie to uczucie? 
Wystrzegam się  występowania gdziekolwiek. Jestem osobą nieśmiałą w większych grupach, na samą myśl, że coś powiem i wszyscy będą się patrzeć i słuchać, jakoś mi nieswojo. Unikam jak mogę prezentacji, referatów i odpowiedzi ustnych. Nie umiem bez trzęsących się nóg, zimnych dłoni i łamiącego głosu wygłosić nawet kilku słów w grupie 15 osobowej na zajęciach na studiach. Kiedyś występowałam przed publicznością, ale był to głównie jakiś układ taneczny w SP lub Gimnazjum. W LO kilka razy mówiłam coś na akademii, ba, raz nawet udawałam modelkę i byłam na "wybiegu". Ale każda taka sytuacja mnie stresuje i bardzo to przeżywam. Jestem czerwona, gorąco mi, ale dłonie mam zimne i sine. Głos się załamuje, zaczynam szybko i niezrozumiale mówić. Takie rzeczy się dzieją ze mną :D

Na jakie strony w Internecie najczęściej wchodzisz? 
Wiadomo, jak każdy Facebook. Na drugim miejscu znajduje się YouTube - oglądam wiele kanałów, obserwuję sporo Youtuberów. Wieczorami oglądam główne wydanie wiadomości TV Republika. I codziennie wchodzę praktycznie na Jak Dojadę, żeby sprawdzać komunikację po Krakowie.

Jak często przeklinasz? 
Bardzo rzadko. Jeśli przeklinam, to znajomi robią oczy i milkną, bo oznacza to, że jestem bardzo zła, wręcz wściekła. Chyba, że jestem pijana, wtedy też się zdarzy, ale robię to bardzo rzadko. Sama nie lubię kiedy ktoś w moim  towarzystwie klnie. Staram się zwracać uwagę na język, chłopcy nawet już się nauczyli i przepraszają za słownictwo, jak im się mocno zaklnie.

Jaki jest najdziwniejszy przesąd czy wierzenie z jakim się spotkałeś? 
Mój chłopak zaskakuje mnie różnymi dziwnymi przesądami, zabobonami. U mnie w rodzinie nigdy się o nich nie mówiło, nie wierzyło tym bardziej. Witanie lub żegnanie przez próg - niedozwolone, bo przynosi pecha. Nie można kłaść nowych butów na stole, bo będą niewygodne.

Wolisz kino czy oglądanie filmów we własnym domu? 
Ostatnio miałam takie pytanie na egzaminie z angielskiego w eseju. Kino ma swój klimat, ale chyba wolę oglądać w domu. Banalny pierwszy powód - taniej. Po drugie - mogę leżeć, siedzieć, półleżeć - przyjąć jakąkolwiek pozycję, nie jestem skazana w domu na fotel w kinie. Mogę siedzieć w bieliźnie, dresach, pidżamie i delektować się wygodnym podłożem. Mam blisko do jedzenia, mogę jeść co chcę, nawet rybę i kotleta z ogórkiem kiszonym, a nikomu nie będę szeleścić ani pachnieć jedzeniem. Kolejny powód - mogę w każdej chwili przerwać i iść do toalety, nie bojąc się, że ominie mnie jakaś super scena. Super powód - mogę przewinąć napisy i zobaczyć od razu scenę po napisach!
Wiem, dom to jeden wielki rozpraszacz i za mały ekran, żeby oglądać spektakularne filmy. Ale jestem domatorką, lubię swój dom, mieszkanie w Krakowie, lubię wygodę.

Jaki znany film za którym wszyscy szaleją jest według ciebie do niczego? 
Więzień Labiryntu cz. 2 - przepraszam wszystkich, dla których jest to niesamowite kino, ale do mnie ten film kompletnie nie przemawia. Widziałam dwie części, trzeciej nawet nie tknę. Pierwszą jeszcze pamiętam, była ok, ale aktorzy jacyś drewniani. W drugiej drewniani z kijem w tyłku. Jeśli film nie zapada mi w pamięci i nie mogę sobie przypomnieć o co chodziło, to znaczy, że nie był wart mojej uwagi. Mam tak z wieloma pozycjami. Nie uważam się za jakiegoś znawcę, ale cenię sobie dobre kino.

Po jaką muzykę sięgasz, kiedy nie masz pomysłu czego posłuchać?
Mam na YT taką playlistę "do nauki". Tam mam składanki piosenek filmowych, najlepsze hity ulubionych wykonawców. Najczęściej puszczam właśnie ścieżki dźwiękowe z filmów, ale często również Dire Straits, George Michael, Phil Collins.

piątek, 2 marca 2018

Lutowe unikaty

1. Film




Black Panther z uniwersum Marvela. Bohater pochodzi z bogatego, wręcz utopijnego państwa w Afryce. Miał już swój epizod w ostatniej części Avengers, z tego co pamiętał należał do team Captain America.
Tytułowy Black Panther przejmuje tytuł króla Wakandy po swoim ojcu i musi poradzić sobie z problemem nielegalnego handlu ich najcenniejszym surowcem - vibranium.
Wszystko utrzymane w tematyce rdzennej, głęboko etnicznej. Muzyka do filmu to głównie bębny i jakieś rytualne wstawki. Trudno mi pisać o tym filmie, aby w żaden sposób nie być rasistowską, ponieważ - mówi o bogatych Afrykanach. Dla fanów komiksów, superbohaterów - jak znalazł.

2. Piosenka


3. Ubranie

---

4. Strona internetowa

TV Republika - ostatnio moje źródło informacji. Słucham codziennie wiadomości wieczornych.

5. Zdjęcie

To chyba na razie nasze najlepsze zdjęcie. Cudownie. Słońce, radość, miłość i zwierzęta ^^

6. Kosmetyk

Obkupiłam się w tym miesiącu. Zapolowałam na kosmetyki kolorowe, jak i pielęgnacyjne.


Była promocja w Golden Rose 5 lakierów za 4 z serii Color Expert. Kupione (od lewej) nr 30 malinowo-wiśniowy, nr 22 koralowy, nr 69 złoty, nr 02 biały, nr 50 miętowy.
Najwięcej lakierów mam z serii Rich Color, z Color Expert były dotychczas tylko 2, ale poszerzam i testuję kolor idealny. Rozprowadzają się super, są mocno napigmentowane, ale mniej niż Rich Color. Trzymają się w miarę długo.


Następnie z Golden Rose krem BB, kolor 02. Nakładam go palcami, pędzlem dziwnie wychodzi. Nie kryje całkowicie, ale dzięki temu nadaje naturalny efekt.
Drugi produkt - krem pod oczy i na powieki z Ziaji. Bardzo dobrze się komponuje z kremem do twarzy również z Ziaji. Nie podrażnia, wchłania się szybko, ma ładny zapach.

7. Biżuteria

---

8. Jedzenie

W tym miesiącu najadłam się pyszności - sushi, sałatka z kozim serem, bagietka z gruszką i serem pleśniowym. Ale przeważa sushi od samego szefa kuchni z gwiazdką Michelin.




9. Sytuacja

Jakoś przeżyłam sesję zimową po pierwszym semestrze magisterki. Same egzaminy nie były trudne, gorzej z terminami. Przez cały tydzień, dzień w dzień, miałam egzamin. Niby skończyłam szybko i potem miałam 3 tygodnie wolnego, ale wymęczyło nas to.
Wspominałam w poprzednim poście, że w Walentynki pojechaliśmy na 5 dni z zaprzyjaźnioną parą do Pragi i była to cudowna wycieczka. Mnóstwo wspomnień, zdjęć i radości. I chwile razem.
Udało nam się też spotkać w większym gronie (4 osoby!)  u naszej przyjaciółki z LO, która rok temu wyszła za mąż, urządziła się z mężem w domu i spodziewa się potomka. Nadrobiłyśmy plotki, pogaduchy. Nie obyło się bez poważnych rozmów o życiu. Na szczęście ona jedyna z naszego grona tak wyleciała do przodu z dorosłym życiem, reszta naszego zespołu nadal spokojnie chilluje na studiach bez planów na dalsze kilka lat :D
Pod koniec ferii poszłam z mamą i jej przyjaciółką na koncert Juana Carlosa Cano (wygrał 5. edycję The Voice of Poland) z projektem Joe Cocker. Świetnie było ^^



10. Technologia 

Pozbyłam się mojego starego Samsunga, wymieniłam na nieco młodszy, ale nie nowy Huawei Nowa. Przejęłam po mojej mamie, działa bez zarzutów, jest szybki i długo trzyma baterię. Ograniczyłam aplikacje, gry i od razu pracuje się lepiej. Nie jestem zwolenniczką kupowania nowych rzeczy, trendy, zaawansowanych technologicznie, bo sama nie wykorzystuję go w ten sposób. Póki poprzedni sprzęt nie będzie sprawiał problemów, nie widzę potrzeby wymiany.


Sałatka nr 1 - kozi ser, buraki, żurawina i miód | wielka karuzela w jeszcze większym sklepie z mnóstwem zabawek w Pradze | wspomniana bagietka z serem pleśniowym, gruszką i pomidorami koktajlowymi | hiacynt (niezbyt korzystne zdjęcie) dla świeżo upieczonej żony i przyszłej mamy - Kingi | pączki od sąsiadki (homemade) na tłusty czwartek | zima zaatakowała i sparaliżowała powiat | sałatka nr 2 - kurczak z karmelizowaną cebulą, ziemniakami i grillowaną kukurydzą | Muzeum Techniki w Pradze - jedno z wielu wspaniałych aut


Charon coraz częściej w domu przez te mrozy | WZ i zielony koktajl - powitanie w domu | pocztówki przywiezione z Pragi | Aloe Vera Liczi 1,5 litra ambrozji | zielona herbata w oczekiwaniu na autobus do domu | koncert Juan Carlos Cano | jedzenie z Pragi - biszkopty z Milki, studentska, batonik kawowy, krakersy o smaku bekonowym, lentilky i fanta o smaku białych winogron | magnesy z Pragi

wtorek, 20 lutego 2018

5 dni w Pradze

Pojechałam, wróciłam i nawet nic nie powiedziałam.
Rzadko gdziekolwiek wyjeżdżamy z Konradem, jedynie kursujemy między Krakowem, a domami rodzinnymi. To nasze dwugodzinne wycieczki autem raz na miesiąc. Decyzja o wyjeździe była dość spontaniczna, chłopcy znaleźli kurs, tani hostel i zarezerwowali wszystko. Rzadko kiedy ktoś wszystko robi za mnie, ale poddałam się im i niech się martwią i załatwiają ^^ Pojechaliśmy w 4: ja z Konradem oraz nasz przyjaciel-współlokator ze swoją dziewczyną. Było fajnie, miło, ciekawie i intensywnie.

Dzień 1

W Pradze spędziliśmy całe 5 dni, 4 nocy. Wyruszyliśmy w nocy z 13 na 14 lutego, dotarliśmy do czeskiej stolicy o 7:00. Zostawiliśmy bagaż w przechowalni i ruszyliśmy zwiedzać miasto, ponieważ doba hotelowa zaczynała się dopiero o 14:00.
Obowiązkowo na początek kawiarnia i kawa/herbata, żeby się zagrzać i rozbudzić. Mnie nadal trzymała choroba, bo tata mi przekazał wirusa, ale jakoś się trzymałam. Było bardzo zimno, dodatkowo my byliśmy zmęczeni całonocną podróżą i niewyspani. Następnie po kawiarni - most Karola. Ba. Dużo krążyliśmy po centrum i zaglądaliśmy gdzie się dało. Natrafiliśmy na darmową wystawę japońską w muzeum narodowym, zahaczyliśmy o jakieś kościoły i bazyliki. Znaleźliśmy poleconą przez jednego z Youtuberów knajpę z tradycyjnym czeskim jedzeniem w przystępnych cenach.
Po obiedzie pojechaliśmy metrem w stronę hostelu. Po zameldowaniu i rozlokowaniu w pokojach padliśmy i spaliśmy godzinę. Wieczorem postanowiliśmy zrobić rozeznanie w okolicy - okazało  się, że od zamku Hradczańskiego mamy 10 minut pieszo. Do centrum na nogach jakieś 20 minut. Najważniejsze, że zlokalizowaliśmy sklep.
Każdy wieczór siedzieliśmy w naszym pokoju z drugą parą, piliśmy drinki lub wino i graliśmy w 6. bierze albo Czarne Historie.


Znalazłam Krecika w sklepie z zabawkami

Hradczany z Mostu Karola

Widok na Pragę nocą

Dzień 2

Wstaliśmy niczym ranne ptaszki o 9:00 i ruszyliśmy podbijać Pragę dalej. Daleko nie poszliśmy, bo podreptaliśmy na Hradczany, gdzie w zimnych komnatach zamkowych wśród martwych posągów spędziliśmy 4 godziny. Na pocieszenie kupiliśmy smażone w serpentynę ziemniaki przy wyjściu z kompleksu. Potem odwiedziliśmy muzeum muzyki, które wcześniej wpadło chłopakom w oko. Znowu obiad w tej samej knajpie i o 20:00 dowlekliśmy się do hostelu. Znowu powtórka z rozrywki z grami karcianymi i padliśmy na twarz około północy.

Przy ścianie Lennona





Nasz cel na zamku - zrobić selfie w każdym napotkanym lustrze

Dzień 3

To był zdecydowanie mój ulubiony dzień. Byliśmy w zoo! Przekonałam wszystkich, że jest to najlepszy pomysł na świecie, jest to jedno z najlepszych zoo na świecie (bo jest, w 2015 roku było na 4 miejscu globalnie) i warto odpocząć od nudnych kościołów i muzeów.
Jak to ja - miałam banana na twarzy cały czas, śmiałam się i piszczałam na widok każdego zwierzaka (ok, tylko ssaków). Najwięcej zdjęć z Pragi mam właśnie z ogrodu zoologicznego. Spędziliśmy w nim 4,5 godziny, a i tak nie zdążyliśmy zobaczyć wszystkiego. Wyszliśmy pół godziny przed zamknięciem. Pogoda nam dopisała, bo było pięknie, słonecznie, ciepło jak na zimę i uroczo. Nawet trafiliśmy na ryk któregoś z dużych kotów i karmienie lwa.
A po zoo? W sumie nic więcej. Wróciliśmy do hostelu, zjedliśmy kolację i zrobiliśmy sobie drzemkę. Już zostaliśmy w pokojach i odpoczywaliśmy.







 

Dzień 4

W planie było muzeum wojskowości, ale nieszczęśliwie jest renowacja i stoi zamknięte do maja. Nastąpiła zmiana planów i poszliśmy do muzeum techniki, na które też naciskałam, bo jestem blacharą i wolę pojazdy, niekoniecznie na gąsienicach.
Muzeum to bardzo nas zaskoczyło. Od starych samochodów, rowerów, motorów, motorówki i balonu dostałam zawrotu głowy. Tyle aut! I pociągi! W muzeum można było oglądać także teleskopy, żarówki, wystawę szkła, zegarów, drukarską, stację telewizyjną, wystawę z projektami architektonicznymi i starych sprzętów domowego użytku. To było naprawdę cudowne, pasjonujące i interesujące. Wolę takie rzeczy, żywe, realne, ogromne, niż obrazy i wykopane kamyczki.
Potem się rozdzieliliśmy, bo druga para parła do przodu i wystartowała do muzeum narodowego. My sprytnie je ominęliśmy i szwędaliśmy się po rynku w poszukiwaniu pamiątek dla bliskich. Nakupowaliśmy pocztówek i magnesów. Na wieczór umówiliśmy się w hostelu na karcianki. I wtedy właśnie Konrad przejął ode mnie wirusa z zatruciem, z którego dopiero co wyszłam. Noc była niespokojna i czujna.









Dzień 5

Konrad nadal chorował i był osłabiony. Udało nam się przedłużyć dobę hotelową o kilka godzin, więc nie wygonili nas o 11 z hostelu, a busa powrotnego mieliśmy dopiero o 21:30. Na zmianę spaliśmy i oglądaliśmy Netflixa na telefonie z braku laku innego zajęcia. Podjęliśmy próbę wyjścia na miasto i przeczekania w centrum handlowym. Konrad pił herbatki ziołowe, a ja zajadałam się pysznymi rzeczami - sałatka z grillowanym serem kozim, jogurt chia z borówkami i przegryzałam frytkami z KFC. Wydaliśmy ostatnie korony na słodycze dla rodziny. Oczywiście - czekolada studencka, małe lentilky i dorwałam fantę o smaku białych winogron!
O 21:30 wsiedliśmy do Polskiego Busa. Jakoś przetrwaliśmy podróż, słuchaliśmy muzyki i wykręcaliśmy karki, żeby jakkolwiek zasnąć na kilka godzin. 5:00 i już siedzieliśmy w tramwaju do mieszkania. Nasze łóżko, pościel i poduszki - taka radość!

Taki tam sklep z magnesami

Moja cudownie pyszna sałatka z kozim serem, żurawiną, burakami i miodem!

Podsumowując: ja miałam ciężki początek wyjazdu, Konrad koniec, więc równowaga w związku zachowana. Zwiedziliśmy bardzo dużo, ale też się nie zajechaliśmy chodzeniem. Trafiła nam się idealna pogoda, bo z tego co słyszałam, w Polsce najlepiej nie było.
Nie potrafiłam się dogadać z Czechami, dla mnie to jak kompletnie obcy język. Jednak Słowacy chyba bardziej podobni wymową do nas.
Praga mnie zachwyciła, jest dobrze skomunikowana, przystosowana dla turystów i wszędzie można dojść pieszo tak właściwie.
Wyjazd na te kilka dni narobił nam smaka na dalsze podróżowanie razem, bo zdarza nam się to tak rzadko, a było nam tak dobrze. Może za niedługo znowu coś?

niedziela, 4 lutego 2018

Styczniowe unikaty

1. Film


Król Rozrywki 
Rok 2018 rozpoczęłam wyjściem na fantastyczny musical. Poszliśmy do kina na Króla Rozrywki, ponieważ męczyłam Konrada z powodu grającego w nim Hugh Jackmana. Jak pisałam o nim w styczniu na blogu: 
Film opowiada historię P.T. Barnuma, który tracąc pracę, postanowił rozpocząć własny biznes i został konferansjerem w swoim cyrku.
Cudownie, kolorowo, muzycznie, znakomita obsada i świetny nastrój filmu. Wyszłam z kina rozpromieniona, pełna życia, radości. W kółko słucham piosenek z musicalu, Konrad o dziwo nie ma jeszcze dość i nagrał mi je nawet na płytę do auta.
 I mimo, że nigdy zwolenniczką cyrku nie byłam, to pokochałam ten film całym sercem! Wiem, że filmowy P.T. Barnum jest bardzo spłycony, złagodzony, ale w sumie amerykański konferansjer nie był mi wcześniej znany, więc podeszłam do tego wszystkiego bardzo laicko, liczyło się dla mnie kino, czyli obraz, muzyka, aktorzy.






2. Piosenka

The Greatest Show - główna piosenka z Króla Rozrywki. Mnie to wcale nie dziwi, że taki wybór na styczeń :D

3. Ubranie

Skorzystałam z poświątecznych wyprzedaży i postanowiłam zapolować na sweter z dekoltem, a nie golfem. Długo chodzić nie musiałam, mam swoje typy, więc porwałam pierwszy lepszy do przymierzalni i kupiłam taki piękny z serkiem w H&M ;)




4. Strona internetowa

Jest akcja - 5 zł dla Rysia za wstawienie zdjęcia swojego pupila na stronę Nat Geo Wild. I ja wstawiłam, kotkę. Ryś ma kasę, a ja mam sławnego kota, jeśli ktoś się dokopie :D
Oto i ona w linku.

5. Zdjęcie


Nieśmiały pokaz zimy w styczniu, akurat jak byłam na jeden, jedyny weekend w domu w styczniu to nie padało. Na szczęście ^^

6. Kosmetyk

Będzie trochę pielęgnacji. Postanowiłam zrobić coś jeszcze ze swoją twarzą, więc wieczorną pielęgnację uzupełniłam o tonik. Wiem, karygodne, że wcześniej nie używałam, ale wtedy myślałam, że płyn micelarny, żel oczyszczający i krem mogą być. Dodałam tonik i działam codziennie wieczorem. Ok, efektów nie widzę, bo jem słodycze i wyskakuje sobie co chce, ale mam świadomość, że to jednak coś więcej. Postawiłam na serię Ziaji z liści manuka, ze względu na posiadanie żelu do twarzy z tej kolekcji.

Dalej - dostałam od przyszłych teściów zestaw kosmetyków pielęgnacyjnych z Neutrogeny. Krem do rąk oddałam swoim rodzicom, bo był dla mnie zbyt tłusty. Używam systematycznie pomadki ochronnej (wykorzystałam akurat swoją z Yves Rocher) i balsamu do ciała (Nivea się skończyła). Cudowne kosmetyki, pomadka zostawia ochronną warstwę na ustach, długo i nie klei warg. Balsam szybko się wchłania, nie przyklejam się do kołdry i nie podrażnia mi przede wszystkim skóry, zwłaszcza po goleniu.




7. Biżuteria

---

8. Jedzenie

Moje pierwsze sushi w tym roku, nie inaczej jak nie u Konrada w pracy. Jadłabym je cały czas! Na zdjęciu - wersja ze smażoną krewetką w środku.



9. Sytuacja 

Były 70-te urodziny mojej babci, był ogólnie dzień babci i dziadka i mój post na ten temat na blogu. 
I trwa sesja, którą ja już skończyłam, ale na poprawkową niestety muszę się wybrać. Jeden egzamin do napisania, oby tylko to. Ale odbijam sobie tygodniem w domu z rodzicami, a potem 5 dni w Pradze z Konradem i naszym przyjacielem z dziewczyną. Po takich feriach mogę nawet napisać ten żałosny egzamin.

10. Technologia

Niestety, nawrót złych nawyków. Jak zima, ciemno, smogowo, to Konrad przypomniał mi jak to jest grać w Minecraft. Gra dla dzieci, wiem, kuzyn gra (11 lat młodszy), ale kopanie w ziemi i stawianie drewnianych domków sprawia mi wielką frajdę :D


Jakiś jogurt w słoiku dopadłam, bo wyglądał prawdziwie :D | takie zajęcia z angielskiego - budujemy z klocków LEGO | smog wszędzie, zanika obraz | taki prezent na nowy rok, że umyję go raz na jakiś czas | połowa stycznia na lekach na gardło | zima, no kurde...


zima ponownie - bonusowo tory tramwajowe obok | nie pamiętam czemu tak wcześnie wstawałam, ale załapałam się na wschód słońca to udokumentowałam | selfie u Eli, testowanie czy nadal mamy w sobie to coś | obiad godny studenta - makaron w pudełku! I woda liczi | takie wizytówki dla Bezpieczeństwa Narodowego to ja rozumiem! | selfie znowu, dobrze zaczynam rok, dodatkowo w mojej ulubionej ostatnio sukience