poniedziałek, 5 grudnia 2016

Blogmas #5

Mimo wolnego przed południem wstałam o 8:00 i zawiozlam Konradowi laptopa, którego pożyczyłam na weekend. I przy okazji go obudziłam.
Kolejny dzień z "Przyjaciółmi", ale na studia także coś porobilam - czytałam o tarczy antyrakietowej w USA i Japonii. Pasjonujące.
Jesteśmy po obejrzeniu pierwszego mieszkania. Wszystko super, ale nie chcemy decydować póki nie zobaczymy reszty, na które się umówilysmy.
Z racji zapasu czasu do zajęć odwiedziłam bibliotekę i wstąpie jeszcze na kiermasz świąteczny na Rynku. Ale chyba zostanie mi tylko wdychanie zapachów i oglądanie tych pięknych rzeczy.
Po zajęciach było piwo, ale tylko jedno i koniec.

niedziela, 4 grudnia 2016

Blogmas #4

Jakoś wstałam rano z łóżka. Nawet nie podnosząc kołdry wiedziałam, że na zewnątrz jest zimno. Nie myliłam się, ale jakoś dojechałam do Iwo i ruszyliśmy w trasę do Rybnika. Świeciło piękne słońce, autostradą jechało się szybko i wygodnie, dojechaliśmy nawet szybciej od rodziców, mimo, że mieli bliżej.
Spotkanie rodzinne jak to zwykle - nadrabianie zaległości dziadków w naszym życiu, rozmowy o autach, małżeństwie (ugh...). Przeżyliśmy i szczęśliwie wróciliśmy do swoich mieszkań w Krakowie.
Muszę sprawić, żeby ten weekend był chociaż odrobinę produktywny, dlatego zabieram się za napisanie kolejnych stron pracy licencjackiej, bo mój ambitny plan skończenia 1 rozdziału przed końcem roku się nie uda.
Jutro będę miała zagoniony dzień, mam nadzieję, że ze wszystkim uda mi się zdążyć i nie wykorzystać nieobecności na ćwiczeniach.
I jedna zasada: dzień bez "Przyjaciół" jest nieudany.


sobota, 3 grudnia 2016

Blogmas #3

Poszłam spać o 3:00, chciałam wstać bez budzika. O 10:00 zadzwonił Konrad ze szkolenia i tyle pospałam. 
Od kiedy się obudziłam oglądam "Przyjaciół" nie wychodząc z łóżka, skończę serial na pewno przed świętami.
Żeby nie było, że jestem aż taką leniwą kluchą, umówiłyśmy się z Elą na oglądanie w przyszłym tygodniu 3 mieszkań. Naszym małym marzeniem jest przeprowadzka po Nowym Roku już do nowego miejsca, żeby na sesję nie martwić się niczym i spokojnie pisać pracę. Myślałam, że bardziej będziemy wybrzydzały z pokojami, ale jesteśmy chyba coraz bardziej ugodowe im bliżej wyprowadzki. Jeszcze w przyszły tygodniu odbiorę auto od mechanika i będziemy miały warunki do wywożenia rzeczy. Każda z nas wywiozła chyba połowę swojego domu jak się wprowadzała do Krakowa. Trzeba będzie zrobić wycieczkę do Castoramy po wielkie pudła.
Zrobiłam sobie po powrocie z kościoła małe SPA. Siostry poszły na miasto, dziewczyny do kina, a ja w wannie z maseczką, peelingiem. Umyłam włosy na jutrzejsze spotkanie rodzinne, przycięłam i pomalowałam paznokcie. Odebrałam spódnicę ze sklepu, moja pierwsza ołówkowa. Tak dobrze się w niej czuję! I oczywiście jutro przetestuję ją w akcji. Nie muszę tym razem prowadzić auta, to mogę zaszaleć z butami i strojem.
Vlogi obejrzane, film "Było sobie kłamstwo" skończony (P.S. polecam), to czas popracować nad licencjatem.

Do poduszki coś, co pewnie słyszeli już wszyscy, Za Grzeszczak nie przepadam, ale śpiewa z Ziółko, więc podoba mi się mega! 


piątek, 2 grudnia 2016

Blogmas #2

Dzień drugi - czyli ładnie poszłam na zajęcia, z czego na ćwiczeniach byłam aktywna, a na wykładach troszkę mi się przysypiało. No słuchanie mi nie wychodzi.
Dzisiaj na szczęście nie pada deszcz, bo zapomniałam u chłopaków parasola. Ostatnio wszystko gubię i zapominam, w końcówce roku wykorzystuję niewyczerpane zasoby pecha.
Zaczynam weekend wybuchającą Pepsi i oglądaniem świątecznych vlogów na You Tube. Na obiad - pierogi, a na deser będzie budyń. Kreatywnie. 13 odcinków Przyjaciół obejrzane.
Jutro mam zamiar zająć się pracą licencjacką i nadrobić jakieś filmy. Plus mam do odebrania ze sklepu spódnicę, której nie mogę się doczekać ^^

Zostawiam Wam widok z sali wykładowej

czwartek, 1 grudnia 2016

Blogmas #1

Na YouTube panuje szał na prowadzenie codziennych vlogow w grudniu, co nazywa się popularnie vlogmasami. I jeśli można mówić do kamery codziennie o okresie przedświątecznym, to czemu ja miałabym być inna? Pokuszę się o codzienne pisanie postów.
Dzisiaj wróciłam do Krakowa, bo miałam nieplanowany powrót na jeden dzień do rodziców. Obudził mnie piękny śnieg, którego jak nie lubiłam, tak teraz nienawidzę.
Wymarzłam na dworcu czekając na autobus do Krakowa, ale w końcu dojechałam i odmrażałam stopy. Chyba muszę wskoczyć w śniegowce i porzucić zamszowe kozaki. Ponadto zapomniałam laptopa w aucie rodziców, ale ratuje mnie Konrad i pożycza swój na weekend. To smutne, ale jak w pewnym momencie zabraknie komputera, uświadamiasz sobie, że nie masz co robić i włączasz Kuchenne Rewolucje w telewizji. Bo ile można rozwiązywać krzyżówki, a książek do czytania w Krakowie za bardzo nie mam. Co prawda Konrad nie ma u siebie tej gamy seriali co ja, ale odcinki online też dają radę.
Jadę do brata na krótką pogawędke i mam nadzieje, że nie dopadnie mnie ulewa w drodze powrotnej.

Edit: zgubiłam słuchawki do telefonu wracając od brata, a potem chłopaki nie odbierali 3 razy mojego dzwonienia na domofon. I jestem cała lepka od przelewania cytrynówki. Pech level max.