niedziela, 16 listopada 2014

Chory humor.

- Panie Humorze - pyta Doktor - co Panu jest?
- Ostatnio czuję, że moja Właścicielka nie czuje się najlepiej, to bardzo na mnie oddziałuje. Jak na jakiejś pieprzonej huśtawce. Kręci mi się w głowie.
- Może okres?
- Nie, to brak kogoś do przytulania.
- Może niech kupi sobie misia?
- Narzeka, że za mało mięśni.

sobota, 15 listopada 2014

Koniec wyzwania 100 happy days i Disney on Ice

Cześć!
Ostatnio tak dużo się dzieje. Nie o wszystkim wypada pisać tutaj, pewne rzeczy nie mogą wpływać do internetu. Między innymi skończyłam wyzwanie 100 radosnych dni. Wszystkie zdjęcia będzie można znaleźć pod stroną "100 happy days" w zakładce mojego bloga.
Poza wyzwaniem mam coś jeszcze do opisania - wypad na Disney on Ice! Się działo, były emocje :)


91. Kopytka na obiad!
92. Film "Sędzia" w kinie - w ramach relaksu po zajęciach.
93. Zawartości paczek i listów po powrocie do domu - koszulka z Othertees, list od Weroniki ;)
94. Kropka - pocieszny zwierzak zajmujący całymi dniami mój fotel przy biurku.
95. Odpisywanie na list Weroniki (zdjęcie całego pliku otrzymanych wiadomości, 1 rok pisania).


96. Zegarek - pasek w końcu naprawiony.
97. Piękna pogoda na 11 listopada za oknem.
98. Przy akompaniamencie muzyki Rybaka - miłe popołudnie z Misią w mieszkaniu + spaghetti.
99. Wykład w ramach Koła Naukowego Bezpieczeństwa Narodowego, nauka do południa z Teorii Bezpieczeństwa.
100. Disney on Ice!

Tak oto zakończyłam 100 dni. Były szczęśliwe, naprawdę. Mimo, że czasami robiłam zdjęcia rzeczy naprawdę błahych i wydających się nieznaczących, to jednak staram się ogólnie, nawet poza 100 happy days, poszukiwać codziennie rzeczy radosnych i uszczęśliwiających.
Do 200 days chyba nie dobiję, 100 to taka ładna liczba ;)



No, a więc przechodząc do rzeczy najważniejszej - pokazu na lodowisku - jest co pisać i pokazywać.






Wybrałam się z Natalią i Elą. Wczoraj o 18.30 był to pokaz premierowy, ogólnie w Polsce. Jakie szczęście, że mieszkam teraz w Krakowie :)
Wiem, jakość zdjęć powalająca, ale światło było dość złe i nie ma siły mojego aparatu z telefonu. Mimo wszystko sporo nagrywałam. Obraz lodowiska to jedna, wielka, jasna plama, ale dźwięk jest dobry i można się domyśleć o co chodzi.
Były prezentowane bajki: Mała Syrenka, Zaplątani, Piękna i Bestia, Kraina Lodu. Prezentacja każdej z nich trwała pół godziny i zawierała najważniejsze scenki z piosenkami z danej produkcji. Mnóstwo tancerzy wirujących na lodzie synchronicznie, podskakujących, wywijających piruety i ślizgających się rybek/koników/bałwanów. Oczywiście, był Maximus (Zaplątani), Olaf i Swen (Kraina Lodu), Pani Imbryk i Płomyk z Trybikiem (Piękna i Bestia), a także Urszula i Florek (Mała Syrenka).
Na początku wyjechała Myszka Miki, Mini, za nimi Goofy z Kaczorem Donaldem. Już wtedy łzy napłynęły mi do oczu, bo wiedziałam, że mogę spodziewać się czegoś wspaniałego. I nie zawiodłam się. Nic nie było w stanie popsuć mi tego wieczoru!
Idę za rok na pewno, ale tym razem postaram sie zdobyć miejsca bliżej, może wtedy uda się zrobić lepsze zdjęcia. I prawdopodobnie będzie dobór innych,  równie wspaniałych, bajek ;)
Jeśli tylko macie możliwość pójścia na takie widowiska/koncerty/spektakle z motywem bajek w roli głównej, to polecam! Zawyżanie średniej wieku nic nie znaczy, nigdy nie jest się za starym na bajki, zwłaszcza Disneya.

środa, 5 listopada 2014

Pozytywy?

Zabrałam sie za historię szybko jak na mnie. Jak nie będe wystarczająco aktywna na ćwiczeniach, to nie zaliczę tego cholernego przedmiotu. Kto by pomyślał, że w końcu temat I WŚ mnie wciągnie. Czytając te książki i całe rozdziały na ten temat, myślę sobie, że szkoda, iż nie było w ich czasach naszego kierunku - bezpieczeństwo narodowe. Wszystko wyglądałoby inaczej, przecież organizacja była beznadziejna, rokowania i obliczenia jeszcze gorsze.
Ja i historyczne przemyślenia ... co ja piszę? A tak, jest po 22, robię notatki z tekstów, słucham coverów Hollensa i Pentatonix.
Jutro kino. I Misia. I kurczak w sosie słodko kwaśnym. I odwołane zajęcia z Teorii Bezpieczeństwa. Ten ostatni czynnik - tak niewiele trzeba, żeby uszczęśliwić połowę roku.
Cieszę się, że niektórzy są na tyle uparci, że integrują się ze mną dobrowolnie ;)
Kawa o 20.30 w dobrym towarzystwie zamiast nauki - bardzo dobra alternatywa dla takiego jak ja aspołecznego aliena.

wtorek, 4 listopada 2014

90 szczęśliwych dni

Zostało mi 10 dni, muszę je dobrze wykorzystać


 81. Gotowanie studenckie - kurczak w sosie słodko kwaśnym by Pudliszki/ Kawa popołudniowa z Pawłem ;)
82. Zostałam konsultantką Avon.
83. Nieudana próba oddawanie krwi z ludźmi z roku + zakup dużego kubka w Home & You
84. Nauka nauka, a jakie "fajne" tematy - Historia Stosunków Międzynarodowych.
85. Kolorowy obiad - warzywa na maśle z patelni.


86. Jak zwykle coś na mnie czekało po powrocie do domu - kawa choco cappuccino od Jacobs i bilety na Disney on Ice :)
87. Oglądanie Dr Who
88. Gotowanie sosu słodko kwaśnego do słoików do Krakowa.
89. Kawa + filozofia w Ujotowskim Bistro
90. Pobieranie, pobieranie, pobieranie *.*
Obraziła go. Chroniłam go, sobą, słowami, emocjami.
Obudziłam się. Tak bardzo chciałam go przytulić, ale wiem, że to już chyba nierealne.
Uczucie zostało, nic więcej